Kiedy całe miasteczko to hotel
Kiedy całe miasteczko to hotel

Zwykle wystarczy wnieść walizki do windy i nacisnąć przycisk: po wizycie w recepcji droga do pokoju hotelowego nie jest odległa. Co innego w Altopiano di Lauco w północnych Włoszech.

Tam, żeby dojść do własnego pokoju, goście muszą najpierw przejść przez stare miasto. 23 pokoje hotelowe nie są umieszczone wzdłuż jednego długiego korytarza, lecz rozproszone po całym miasteczku.
Pomysł nazywa się "Albergo Diffuso". Zgodnie z jego formułą wszyscy mieszkańcy miasteczka są współodpowiedzialni za swoich gości, którzy mieszkają z nimi niemal drzwi w drzwi.

Z komfortu nie trzeba rezygnować. Jak w zwykłym hotelu pokoje są sprzątane, łóżka słane, śniadanie na życzenie serwuje się do pokoju. Posiłki można spożywać w kawiarniach, restauracjach i barach, które podobnie jak pokoje rozproszone są po miasteczku.

Centralna jest tylko recepcja, gdzie goście mogą uzyskać informację, skorzystać z internetu i dowiedzieć się o regionalnych atrakcjach.
Idea miasteczek-hoteli powstała w latach 80., po tym jak trzęsienie ziemi zniszczyło włoski region Friuli-Wenecja Julijska.

Większość budynków odbudowano, ale mieszkańcy poprzenosili się do okolicznych miast. Pozostały puste domy i niemal opuszczone górskie miasteczka, które wprawdzie miały swój urok, lecz niewielu mieszkańców.

Pomyślano wtedy, że przy pomocy turystyki uda się ożywić ten region. Pod warunkiem, że nie zakłóci ona pierwotnego krajobrazu i wpasuje się w tradycyjny górski styl architektoniczny.
Poproszono o radę eksperta. Gdy specjalista do spraw hoteli, Giancarlo Dall’Ara, zobaczył opuszczone budynki, wszystko stało się dla niego jasne. Uznał, że zamiast budowania nowych hoteli i niszczenia wizerunku miasteczka, powinno się odremontować pojedyncze pokoje w starych budynkach zachowując w ten sposób styl kamieniczek.

- Chcieliśmy stworzyć nową formę gościnności. Dla tych, którzy nie odnajdują się w bezdusznych i jednakowych pokojach hotelowych – mówi Dall’ Ara.

Źródło: e-hotelarz.pl