Co jadano w Europejskim?
Co jadano w Europejskim?

Hotel Europejski przez ponad sto lat był legendą Warszawy. Także kulinarną. Dziś owinięty siatką chroniącą przed odpadaniem kolejnych kawałków gzymsu przypomina zabytkowy slums. Mimo to wciąż można tu dobrze zjeść. Karta dań imponowała treścią. Zapachy kusiły. Były perliczki pieczone z kompotem z winogron, płaty cielęciny w maladze, zrazy a la Nelson. Obsługa była nienaganna. Kelnerzy uwijali się w smokingach. Przynosili dania na porcelanowej zastawie, doradzali wybór wyszukanych trunków.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że rok po zniszczeniu miasta w Powstaniu Warszawskim Restauracja Europejska mieściła się w ruinach. Goście siedzieli przy stolikach i krzesłach wyciągniętych z gruzu, pochodzących z przedwojennej kawiarni i restauracji Hotelu Europejskiego.
"Śmiesznie i dziwnie wyglądali kelnerzy w smokingach na tle sali, która miała ściany ceglane bez tynków, a nad głowami klientów zwisały z betonowego stropu powykręcane pręty zbrojeniowe" - czytamy w książce Wiesława Wiernickiego "Wspomnienia o warszawskich knajpach".

Klientela też była zamożna. Przedstawiciele nowej władzy, trochę przedwojennych intelektualistów, ale przede wszystkim tużpowojenna inicjatywa prywatna. Jeszcze niedobita wojną o handel, domiarami i kolektywizacją. Restauracja starała się zachować przedwojenny styl. "Goście przyjeżdżali często i odjeżdżali dorożkami konnymi albo autami marki DKW lub BMW ściągniętymi przez szabrowników z Zachodu" - czytamy w książce Wiernickiego. Ten Zachód to oczywiście Ziemie Odzyskane pełne poniemieckich dóbr. Zapewne w 1946 r. w ruinach Europejskiego zrazy a la Nelson zajadał niejeden, który wzbogacił się na szabrze.

Restauracja pod filarami

Hotel Europejski zbudowała spółka przedsiębiorczych arystokratów: Władysław i Ksawery Pusłowscy oraz Aleksander Przeździecki. Gmach wznoszono etapami. W pierwszym w latach 1855-56 powstały fragmenty skrzydeł od ul. Czystej (dzisiejszej Ossolińskich), obecnej uliczki Tokarzewskiego-Karaszewicza i skrzydło od pl. Saskiego (obecnie Piłsudskiego). Wewnątrz znalazło się aż 90 numerów hotelowych. Dla publiczności budynek otwarto 1 stycznia 1857 r. W latach 1857-58 dokończono skrzydło od ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza z narożnikiem od Krakowskiego Przedmieścia. W trzecim etapie runął otoczony przez nową budowlę barokowy pałac Ogińskich, który zastąpiono skrzydłem hotelowym od Krakowskiego Przedmieścia. Całość została ukończona w roku 1878.

Projektantem gmachu był Henryk Marconi przy współpracy Marcelego Berendta i Leandro Marconiego. Przy budowie skrzydła od Krakowskiego Przedmieścia uczestniczył Władysław Mierzejewski. Tak powstała wspaniała trzypiętrowa budowla o zaokrąglonych narożnikach i elewacjach nawiązujących do sztuki dojrzałego renesansu włoskiego, zwłaszcza XVI-wiecznych pałaców rzymskich. Nowy hotel miał w 1878 r. 240 pokoi i salonów. Główne wejście od Krakowskiego Przedmieścia, piękną Salę Pompejańską na pierwszym piętrze, trzy apartamenty w stylu Ludwika XV ze złoconymi meblami, Ludwika XVI z biało-błękitnymi meblami Watteau i salon empirowy. Cieszył się wreszcie znakomitą kuchnią.

Sala restauracyjna była największym pomieszczeniem hotelu i znajdowała się na parterze na lewo od środkowego wejścia w skrzydle od obecnej ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza. Tak pisał o niej prof. Andrzej Rottermund w książce o hotelu: "Była to obszerna sala wsparta na czterech potężnych filarach. Ściany, sufity i arkady ozdobione były pięknymi freskami pędzla Karola Antoniego Tytusa Marconiego. Filary wyłożono kolorowymi stiukami - dziełem Leandra Marconiego". Prof. Rottermund zwraca też uwagę na ogromne lustra w sali dostarczone przez Izydora Silberga, a także zegar o ozdobnej tarczy z ruchomym datowskazem pochodzący ze znanej warszawskiej fabryki Mintera. W głębi sali stał bufet.

Bomba z kalorii

Legendą owiana była cukiernia Loursa, którą Bernard Semadeni prowadził w tym samym skrzydle, co restauracja. Nad wejściem wisiał francuski napis "Confiseria", który pasował do charakteru wnętrza wypełnionego pluszowymi meblami i lustrami. Specjalnością cukierni były ciastka półfrancuskie, obwarzanki ósemki, rogaliki z masą migdałową i napoleonki z francuskiego ciasta z grylażem (rodzaj nadzienia z nasion oleistych lub masy orzechowej), konfiturą wiśniową podawane jako dodatek do białej kawy. Jak pisał Wojciech Herbaczyński, "smakosze wspominają prawie ze łzą w oku bombę hrabską - kule waniliowych lodów powleczonych mrożonym kremem i czekoladą". Jadwiga Waydel Dmochowska mimo upływu lat nie mogła zapomnieć smaku kawy od Loursa. "Czarna i ze śmietanką, a latem mazagran z lodem i kawą mrożoną. (...) Tu zamawiało się na przyjęcia słynny tort hiszpański" - czytamy.

Przed 1914 r. cukiernię nazywano „giełda plotek”. Te obracały się wokół teatru, karier, rozwodów, ale też polityki europejskiej. „Przed pierwszą wojną światową Lourse z cukierni przekształcił się w kawiarnię - giełdę plotek politycznych. Włodzimierz Perzyński w jednym ze swoich felietonów określił to w ten sposób: »Cicho, bez hałasu, otworzono u Loursa nowe biuro parcelacyjne Europy «” - pisała Jadwiga Waydel Dmochowska.

W tym czasie wnętrze ze złoconymi ramami luster uchodziło za mocno już trącące myszką. W 1915 r. cukiernia przeniosła się na drugi narożnik hotelu u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i Czystej (dziś znajdują się tu Przekąski Zakąski) i została zmodernizowana. "Nie miała już tego charakteru co niegdyś, choć i tu zbierano się na plotki wszelkiego rodzaju" - pisała Jadwiga Waydel Dmochowska i wspominała, że odbywały się tu posiedzenia Klubu Pierników. "Klub miał swój stolik. Filarami jego byli Władysław Reymont (...) i Andrzej Niemojewski. Poza tym Mieczysław Frenkiel, Kazimierz Kamiński, Aleksander Karszo-Siedlewski, dr Ksawery Watraszewski - znany dermatolog, Konstanty i Władysław Lancowie, adwokat Czesław Brzeziński" - wyliczała pani Waydel Dmochowska. Jak przystało na nazwę klubu, byli to wszystko starsi panowie. Reymont z czasem coraz bardziej skarżył się na zdrowie i przychodził coraz rzadziej. U Loursa zbierała się też redakcja "Kuriera Warszawskiego", który miał siedzibę po drugiej stronie Krakowskiego Przedmieścia. Gdy Lours przeniósł się na narożnik Czystej, w sklepie połączonym z cukiernią sprzedawano m.in pudełka z cukierkami i ciastkami.

Słoninka na pierożkach

Na początku wieku i w latach międzywojennych hotel był modernizowany, a jego wnętrza przekształcane według projektu znanych architektów (m.in. Czesława Przybylskiego i Antoniego Jawornickiego). Urządzano tu m.in. bale mody połączone z wyborami królowej. Zachowała się karta baru w Hotelu Europejskim z 1935 r. utrzymana w stylistyce modernizmu. Wśród przekąsek gorących - m.in. barszcz bulionowy z pasztecikiem za 70 groszy. W cenie 50 gr podawano m.in. porcję bigosu domowego z maderą lub podsmażanej kiełbasy z cebulką. Złotówkę kosztowały pierożki z mięsem ze słoninką, cynadry a la Turbigo, sznycel ministerialny z zieloną sałatą. Były też droższe zakąski - od 1 zł 25 gr do 1 zł 75 gr. To prosię pieczone z kaszą czarną, pularda w potrawie z ryżem, zapiekane flaczki z lina czy wołowina duszona po huzarsku. Jak smakowały? Tego już nikt nie pamięta. Wśród zakąsek zimnych polecano dania proste: sardynki w oliwie, szprotki, anchois, filety śledziowe, różne sałatki z ryb, drobiu, jarzyn, wreszcie kawior ziarnisty - 10 zł za pięć dekagramów.
Dodajmy tu jeszcze, że taras kawiarni w skrzydle od pl. Piłsudskiego możemy też oglądać na prawdziwie wielkomiejskich zdjęciach filmowych sprzed września 1939 r. W cieniu markiz przy stolikach siedzą ludzie zajęci rozmową, a uwagę zwraca elegancka kobieta w modnym kapeluszu. Bez wątpienia jest to jeden z najbardziej uwodzicielskich kadrów filmowych Warszawy sprzed katastrofy drugiej wojny światowej.

Zraziki polecane

W czasie okupacji hotel przejęli Niemcy. Został on zniszczony dopiero w 1944 r. Budynek spłonął, a narożnik u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i Ossolińskich zwalony. Zanim przystąpiono do odbudowy gmachu, byli właściciele restauracji odgruzowali hall mieszczący niegdyś recepcję hotelową, zrobili dach na wysokości pierwszego piętra, naprawili posadzki i otworzyli wspomnianą na początku artykułu restaurację pod przedwojenną nazwą. Działała ona kilka lat.

Wkrótce ruiny hotelu przejęło wojsko na potrzeby, którego gmach został odbudowany według projektu Bohdana Pniewskiego. Zamiast hotelu w 1951 r. znalazła się Wyższa Szkoła Oficerów Polityczno-Wychowawczych. Na miejscu restauracji ulokowano pokoje oficera dyżurnego i radiowęzeł, w miejscu kawiarni i baru - stołówkę, a tam, gdzie był Lours, znalazła się świetlica.

„Przedwojenny smakosz zawiódłby się srodze, gdyby zaszedłszy do »ludowej « restauracji warszawskiej szukał smakołyków, z których zawsze znana była polska kuchnia. Nie ma »Wróbla «, »Bukieta «, »Englera « czy »Simona i Steckiego «, nie ma kucharzy, którzy z pietyzmem przygotowywali potrawy, prześcigając się wzajemnie w specjalnościach. Pozostały obecnie tylko stare nazwy, a więc rzekomy »bigos po myśliwsku «, »chłodnik po polsku «, czy »szczupak po żydowsku «. Ale jakby powiedział pan Teoś Piecyk, »kudy im do gastronomicznej sztuki pierwszorzędnego gatonku «” - notował w 1954 r. Andrzej Jabłoński w swym niepublikowanym szkicu „Kalejdoskop warszawski”. W tym czasie także powojenna historia restauracji Hotelu Europejskiego była już tylko wspomnieniem.


Dopiero w 1962 r. hotelowi przywrócono dawną funkcję. W dawnej cukierni Loursa znalazł się barek kawowy, a ambicją restauracji i baru była kuchnia polska. "Zwrócę pani uwagę na zraziki siekane, napełnione farszem zrobionym z duszonych na maśle pieczarek, z drobno posiekaną cebulką" - czytamy w reportażu Marii Iwaszkiewicz ze świeżo otwartego Hotelu, a opublikowanego w "Przekroju". "A jak z pijakami?" - zadała pytanie autorka. "I zaraz widzi, że palnęła głupstwo, (...) przede wszystkim nie podaje się więcej niż 50 gram do potrawy, a (...) nacechowane stanowczością zachowanie kierownika Zielińskiego robi swoje".

Jak na standardy PRL lokale w Europejskim stały się miejscami ekskluzywnymi. Tu się chętnie umawiano, tu przyprowadzano zagranicznych gości. Tu wreszcie filmowcy znajdowali dla siebie wielkomiejskie plenery. W serialu "Stawiam na Tolka Banana" z 1973 r. kawiarnia Hotelu Europejskiego to świat śródmiejski, elegancki i skorumpowany.

Źródło: e-hotelarz.pl